Grudniowe okonie

W minionym roku miałem niestety bardzo mało czasu na wypady nad wodę. Oczywiście plany wędkarskie były jak zawsze, ale na realizację małej części z nich znalazłem dopiero czas pod koniec 2017. Grudniowe wyjścia nad wodę, poza relaksem umożliwiły mi także przetestowanie nowych przynęt.

 

Przyznam się, iż z początku nie nastawiałem się na zatrważające sukcesy, jednakże zakładałem, iż uda mi się złowić trochę okoni. Wybrałem się na „mój” odcinek naszej głównej kołowej rzeki. Przyjechałem około południa, pogoda jak na grudzień nawet niezła, choć wietrznie. Moja metoda na obłowienie tego odcinka jest następująca – idę do jego końca i łowiąc wracam w dół rzeki w kierunku samochodu. Tym razem założyłem podobnie, ale nie wytrzymałem i zacząłem obławiać niektóre miejsca idąc w kierunku do punktu docelowego. Niestety, efekt nie powalał, w zasadzie to go nie było, bo mianem sukcesu nie da się określić paru niemrawych puknięć i kilku okonków daleko przed wymiarem. To było dziwne, bo wiedziałem, że na tym odcinku ryby być muszą. Doszedłem do punktu docelowego i zacząłem przeglądać zawartość torby. Wtedy w ręce wpadło mi opakowanie z „różnościami” które kupiłem w wakacje i o nim później zapomniałem. Latem zdążyłem przetestować tylko kilka przynęt z niego, w tym bohaterkę dalszej części, a mianowicie „jaskółkę”. Jakież wtedy było moje zdziwienie, kiedy już pod koniec łowienia, z jednego miejsca co rzut, na jaskółkę miałem co najmniej branie albo rybę (okoń, mały szczupak). Woda jakby się otworzyła. Niestety, wtedy musiałem już wracać. Ciężko było mi było stwierdzić czy to kwestia miejsca czy przynęty, względnie jednego i drugiego? Choć jeszcze rok wcześniej na malutką i niepozorną jaskółkę udało mi się złowić oprócz drobnych okonki i szczupaków także kilka małych kleni. Brania za każdym razem były bardzo agresywne. Czyżby jednak przynęta?

 

                   

                                     Niepozorna jaskółka i raczek okazły się być bardzo skuteczne w grudniu

 

Postanowiłem i tym razem spróbować i dać szansę tej małej rybce na trójkątnej główce, bo skoro i tak nie biorą?.. Pierwszy rzut, ostre prowadzenie na lekkiej główce i branie. Okoń, ledwo wymiarowy, ale cieszy, zwłaszcza na tle poprzednich „sukcesów”;) Potem kolejne rzuty i brania. Okonie małe, ale przynajmniej coś gryzie… Obławiam kolejne miejsca, sytuacja podobna. Z ciekawości zmieniam gumkę na „standardową”, rzucam i następują jedynie niemrawe puknięcia. Wracam do poprzedniej przynęty, doławiam kilka okoni, a wyprawę kończę krótkim szczupakiem. Cóż szału nie ma, ale wiem już na co będę łowił na kolejnym wypadzie.

 

                    

                                           Taki "okonek" na delikatnym zestawie fajnie walczy

 

Wyprawa kolejna, tym razem jest bezwietrznie, ale sucho w powietrzu. Zaczynam łowić jak poprzednio, jednakże ostre prowadzenie przynęty już się nie sprawdza. Prowadzę przynętę niżej, bliżej dna. Pozwalam aby po rzucie nurt zniósł ją bliżej brzegu. Niekiedy bliżej przeszkód w środku rzeki przytrzymuję ją bez ruchu. Po zmianie prowadzenia na ryby nie musiałem długo czekać. Dziś ulubionym kolorem przynęty jest zielony (poprzednio był srebrny). Ryb łowię więcej niż ostatnio,  osiągają także większe rozmiary, największe sztuki oscylują około 25cm. Trafiły się także krótkie szczupaczki oraz jazgarz.

 

                    

                                                                            Mniejsze też się trafiały

 

Następne wyprawy potwierdzają skuteczność jaskółek, aczkolwiek rozszerzyłem zakres przynęt o raczki (w przeszłości kilkukrotnie znajdowałem je w żołądkach okoni) oraz szczupłe ripperki z małym ogonkiem, chętnie używane przez pstrągarzy. Na raczki okonie biorą, aczkolwiek największe wolą jaskółki bądź wspomniane rippery. Sprawdza się raczej spokojne prowadzenie przynęt oraz przytrzymywanie w miejscu z delikatnym podszarpywaniem. Wielkość łowionych ryb była podobna jak poprzednio. Podczas połowów pogoda była bardzo różna i zmienna, zarówno pod względem zachmurzenia, wiatru jak i opadów - raz nawet padał śnieg a potem deszcz ze śniegiem. Ciężko mi zatem znaleźć korelację pomiędzy pogodą, wielkością łowionych ryb a preferencją rodzaju przynęt i ich kolorem, aczkolwiek przy „gorszej” pogodzie ryby brały chyba lepiej. Ponadto, z uwagi na aurę, wspomniane wypady były raczej krótkie.

 

                    

                                                                       Taka rzeczka i ...

Czy od teraz będę łowił wyłącznie na jaskółki i inne przynęty niestandardowe? Nie, oczywiście, że nie. Ostatni wyjazd na przełomie roku, na który pojechałem z kolegą Piotrkiem, pokazał że nie wolno jednak zapominać o sprawdzonych wzorach. Na tym wyjeździe okonie wolały te „standardowe” modele i to on połowił mimo, iż ryby które nam brały były raczej małe.

 

                    

                                                               ...taki okonek, oczywiście na jaskółkę

 

Jakie mam plany na 2018r.? Cóż, na pewno będę chciał częściej bywać nad wodą, zamierzam też przetestować kilka nowy wzorów przynęt, które sobie upatrzyłem. Wyniki (o ile takie będą;) postaram się opisać w kolejnych artykułach.

 

Daniel  

Wasze komentarze (1)
  • Paweł Nalewczyński
    7 miesięcy temu
    Jak widać niestandardowe gumki także się sprawdzają. Życzę sukcesów w połowach i kolejnych relacji z ciekawych wypraw wędkarskich.