Rewitalizacja zalewu Amo

Przeglądając internetowe strony, na jednym z portali społecznościowych znalazłem zdjęcie pustego zalewu Amo z podpisem: „Ktoś w nocy ukradł wodę”. Pragnę wyjaśnić, że nikt w nocy wody nie ukradł, a ściślej mówiąc spuszczenie wody z zalewu było jak najbardziej konieczne i należało tego dokonać jak najszybciej. Generalnie mówiąc to potwierdzona bakteria coli wykryta w tym roku w zalewie była przyczyną podjęcia takiej decyzji, a przy okazji można dokonać rewitalizacji tego zbiornika. Decyzja chyba jak najbardziej słuszna, bo ostatnia rewitalizacja zbiornika była dokonana przez zarząd naszego koła czternaście lat temu. W sumie to podjęta przez Zarząd Koła inicjatywa, która zapadła na skutek decyzji, podjętych na szczeblu Powiatu spowodowała pewną moją ciekawość, którą podczas trzech dni prac udało mi się zaspokoić.

Wszystko zaczęło się w niedzielę 18.11.2018, kiedy to Andrzej, który dowodził całą akcją, z grupą ochotników rozpoczęli spuszczanie wody ze zbiornika Amo. Całą akcję należało przeprowadzić w tajemnicy, gdyż bazując na empirycznych doświadczeniach wiedzieliśmy, że zawsze znajdą się chętni na łatwą rybkę. Na szczęście cała akcja przebiegła sprawnie, bez żadnych ekscesów.Kiedy pod koniec ubiegłego tygodnia zadzwonił do mnie Andrzej i powiedział, że w niedzielę zaczynamy oraz zapytał się, czy może liczyć na moją pomoc zgodziłem się bez wahania. Pomimo licznych codziennych obowiązków udało mi się wygospodarować dwie noce, które wspólnie bardzo niewielkiej grupie osób będących głównie członkami zarządu koła spędziłem nad brzegami zalewu Amo. A podczas tych dwóch nocy było naprawdę co robić.

Noc pierwsza

Spuszczanie wody rozpoczęło się tak naprawdę w niedzielę 18.11.2018, jednakże prace, tak naprawdę rozpoczęły się dopiero w poniedziałek około godziny 14.00. Andrzej z grupką zapaleńców rozbili obóz i przygotowali tak naprawdę zaplecze socjalne. Ten z pozoru trywialny socjal w postaci namiotu sygnowanego logiem naszego koła, stolika, dwóch ławek, kilku krzesełek, dwóch butli gazowych z palnikami, czajnika, wody oraz suchego prowiantu pozwolił przetrwać dwie listopadowe nice w miarę komfortowo. Dodatkiem do tego komfortu było ognisko, które dodawało chyba nie tylko mi ciepła, tak pożądanego przy temperaturze otoczenia w granicach zera stopni Celsjusza.

                      

                                                                                 Nasza baza i ognisko...

Z domu wyjeżdżam po dwudziestej, by trzydzieści minut później zameldować się w obozowisku. Szybkie powitanie z kompanami i równie szybki rekonesans. Przez ponad półtora dnia woda zeszła mniej więcej do połowy. Trochę jestem zaskoczony, bo odłów ryb zaplanowany był na wtorek. Oprócz mnie, Andrzeja, Witka, Zenka, Włodka, Wojtka (jeśli kogoś pominąłem to przepraszam) noc nad Amo spędzi Janek – zawodowy ichtiolog pracujący na co dzień w Okręgu Mazowieckim i zajmujący się właśnie kontrolnym odławianiem ryb. Janek dość sceptycznie podchodzi do wtorkowego odłowu. Twierdzi i jak się okazało miał rację, że woda ze zbiornika nie zejdzie, a odłów będzie trzeba przełożyć na środę. Wspólnie zastanawiamy się podczas kolejnego nocnego okrążenia zbiornika co może być przyczyną takiego stanu rzeczy. Okazuje się, że zastawka włożona w górnym mnichu nie trzyma. Woda leje się do zbiornika. Trzeba uszczelnić mnich. Zasypujemy z Zenkiem wpływ do mnicha kawałkami darni trawy. Takie rozwiązanie wydawało nam się najlepsze, gdyż kiedy wyjmiemy zastawki, woda sama wypłucze naturalne uszczelnienie.

                        

                            Zenek i wiceprezes, który mnie przez chwilę zastąpił, bym mógł zrobić zdjęcie w akcji

Górna strona mnicha zatkana, trzeba chwilę poczekać na rezultat. W między czasie dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę nie ma sensu, abyśmy wszyscy spędzali noc przy temperaturze powietrza atmosferycznego bliskiej zeru. Lepiej będzie jak część z uczestników prześpi się parę godzin w ciepłych łóżkach by dołączyć z powrotem w godzinach porannych. Tak naprawdę noc nad Amo spędzamy we czterech: Andrzej, Zenek, Janek i moja skromna osoba. Mija kolejna godzina. Czas na obchód. Idę z Zenkiem. Oddalając się od ogniska czuć wyraźny chłód. O jak dobrze, że zabrałem ze sobą kombinezon wypornościowy. Pomimo faktu, że nie pływam po wodzie, mój kombinezon zapewnia jeszcze ciepło, które w takich warunkach jest bardzo potrzebne. Z mnicha cieknie. Może nie tak bardzo jak ciekło, ale cieknie. Wracamy z Zenkiem po szpadle i worki. Będziemy uszczelniać mnich na wpływie. Worki napełniamy piaskiem i staramy się uszczelnić wpływ. Po godzinie pracy chyba się udało. Zobaczymy. Wracamy do obozowiska by chwilę odsapnąć i wysuszyć czapki przy ognisku. Wbrew pozorom, taka praca nawet przy zerze potrafi wycisnąć z człowieka poty. Mija kolejna godzina. Znowu z Zenkiem wybieram się na obchód. Dochodzimy do górnego stawu. Uszczelnienie chyba trzyma.

                      

                                                                               Andrzej w mnichu...

Wracając postanowiliśmy sprawić stopień spadku wody w zbiorniku. Podczas ostatniego obchodu Zenek zostawił wbity kołek na tzw. plaży. Jest dobrze, woda spadła o ponad dwadzieścia centymetrów. To dobrze wróży. Może uda się dokonać odłów i zakończyć akcję we wtorek. Patrzę na zegarek. Wybija szósta. To pora na powrót do domu, szybką kąpiel i godzinkę snu. Potem, muszę odwieźć córkę do szkoły pokazać się w pracy i oczywiście zadzwonić do chłopaków by zmonitorować rozwój sytuacji. W pracy oczywiście zasypiam przy biurku, ale tylko na piętnaście minut. Dzwonię do chłopaków. Oczywiście jak się domyślacie woda nie zeszła. Odłów należy przełożyć na środę. Zalewu pilnuje Włodek z Tomkiem, a ja już wiem, że kolejną noc spędzę nad Amo.

Noc druga

Wracając z pracy odbieram córkę ze szkoły, odrabiamy lekcje, szykuje kanapki, kawę w termos i uświadamiam żonę, że ryby czekają. Wsiadam w samochód i znowu jestem nad brzegami Amo. Tym razem noc spędzam w innym składzie: Gosia, Włodek, Tomek, Witek, Józio, Sławek, no i zapomniał bym o żonie Witka Justynie, która dołączyła do zespołu. Wody w zalewie coraz mniej, co powoduje, że nasze obchody są częstsze. Około północy wody jest na tyle mało, przy zamulonym dnie zbiornika, że trzeba udrożnić połączenie między górnym a dolnym stawem. Witek z Zenkiem kopią dobre trzydzieści minut. Chyba się udało.

                     

                                                                   Nocne kopanie..., ratujemy, co się da...

Świecę latarką po tafli pozostałego bajora i widzę stado niezłych ryb. Okazuje się, że to stado sandaczy. Mam nadzieję, że przeżyją. Wody jest na tyle mało, że około godziny pierwszej podejmujemy decyzję o założeniu zastawek w dolnym mnichu. Woda przestaje schodzić. Podczas tej operacjo okazuje się, że w mnich zawieruszył się blisko dziesięciokilogramowy amur i kilka sandaczy. Sprawnie wyciągamy ryby i przekładamy je do brodzika, który zrobiliśmy przy zrzucie wody do Jeziorki.

                      

                                                                    Amur z mnicha prezentowany przez Witka...

Sławek co piętnaście minut chodzi na obchód. Ma rację, przy tak niskim stanie wody wreszcie pokazały się duże ryby. To dobrze wróży. Odłowione ryby trafią do zimochowu, by po rewitalizacji zbiornika Amo znów do niego trafiły. No cóż, teraz pozostaje nam czekać do rana na zawodowych rybaków. O czwartej przyjeżdża Adam - dusza towarzystwa. Dzięki niemu nie zasypiam. Wybija szósta. Powinienem jechać do domu, by się ogarnąć i podjechać do pracy. Już miałem się zbierać, ale przyjechał Janek. Szybko go oprowadzam i pokazuję co, jak i gdzie. Nie żegnam się z ekipą. Mam zamiar wrócić około jedenastej, co niniejszym czynię.

Żenada…

Widzę minę Andrzeja, który mówi:  "nie pytaj się o nic…”. Jednak się pytam o efekty. Okazuje się, że po spuszczeniu wody odłowiliśmy około 800 kg dużych ryb, głównie tołpyg, sandaczy oraz średniego białorybu, który trafił do zimochowu. Jestem zaskoczony i za razem rozczarowany. Jak to… Nie było nawet przyzwoitego karpa. Było za to kilka sumków.

                      

                                                                Ponad tona takiej sieczki trafiła do Jeziorki

Większośc białorybu drobnego (drobna płotka, leszczyk, karasie, uklejka itp.), w sumie ponad 1000 kg ryb zostało przeniesione w górę Jeziorlki (powyżej upustu). Część drobnego białorybu, którego nikt nie był w stanie oszacować ilościowo został uwolniony podczas selekcji w dół Jeziorki (poniżej upustu).

                        

                                                                        Takie ryby trafiły do zimochowu

Jednakże uważam, że taka ilość ryb to żenada… po takiej ilości ryb wpuszczanych co roku do zalewu. Co to oznacza? Oznacza to jedynie dużą, nie, nie dużą, lecz bardzo dużą presję wędkarską na tym zbiorniku i nie tylko.

                      

                                                                                     Takie sandacze ...

Nie tylko, gdyż z dochodzących plotek należy sądzić, że i presja kłusownicza jest również duża. Nie będę pisał kto kłusuje i jak kłusuje. Zaraz odezwą się głosy a gdzie są kontrole.

                      

                                                                              ...trafiły do Jeziorki

Odpowiadam: wszystkich chętnych z otwartymi ramionami zapraszam do Społecznej Straży Rybackiej, w której mogą zrealizować swoje ambicje dotyczące ochrony naszych wód, w tym zalewu Amo. Szczerze powiedziawszy pozytywnym jest fakt, że nad zalewem Amo wędkarzy nie brakuje, gdyż po to on jest.

                     

                                                          Rzeczywiście, ktoś ukradł wodę w nocy...

Z drugiej strony, abstrahując od kłusowniczej presji, presja wędkarska na tyum zbiorniku jest bardzo duża, i chyba jest to duży problem. Na dzień dzisiejszy szczerze powiedziawszy, nie wiem jak go rozwiązać. Może wśród czytelników znajdą się osoby z innowacyjnymi pomysłami. Wszystkich zapraszam do dyskusji w komentarzach, lub na zebraniu zarządu koła, które odbywa się zawsze pierwszy wtorek miesiąca o godzinie 18.30 w siedzibie koła w Piasecznie przy ul. Sienkiewicza 3. Wszystkim obecny i zaangażowanym w pracę jako członek zarządu koła bradzo, bardzo dziękuję. Szczególnie dziękuję młodzieży, która trochę nieokrzesana i niepokorna czynnie wzięła udział w prowadzonych pracach. W końcu ktoś musi przejąć pałeczkę...

 

Tekst  -  Paweł  

Fot.: Paweł      i    Daniel  

Wsparcie merytoryczne  -  Andrzej  

Wasze komentarze (1)
  • Witold Szczęsny
    3 tygodnie temu
    Łatwo nie było, ale odwaliliśmy kawał dobrej, ciężkiej roboty. I tak będą gadać że źle itd... ale to chyba bez znaczenia już teraz. Łezka mi się aż kręci na wspomnienie tego super czasu - to była fajna przygoda.