Kleniowe początki

Jak sięgam pamięcią te kilkanaście lat wstecz, kiedy dopiero zaczynałem spinningować, to nasza rodzima rzeka w mojej okolicy w klenie nie obfitowała. Oczywiście łowiono pojedyncze małe sztuki na spławik, ale o większych egzemplarzach się nie słyszało. Z biegiem czasu, kleni zaczęło w rzece przybywać i coraz częściej udawało mi się je też obserwować. W końcu w ostatnich sezonach pojedyncze sztuki zaczęły mi się także trafiać jako przyłów podczas okoniowych wypraw. Ryby te zaciekawiły mnie do tego stopnia, że postanowiłem nauczyć się je skutecznie łowić, tym bardziej iż wiedziałem o ich dość już licznym występowaniu.

 

Miałem świadomość,że łowienie kleni nie jest łatwe, lecz trzeba sobie jakieś wyzwania stawiać, aby nudno i monotonnie nie było. I tak, ryby te z przyłowu (skądinąd przyjemnego) stały się głównym celem moich tegorocznych wyjść nad wodę.Zaznaczę, że ekspertem w dziedzinie łowienia kleni na spinning nie jestem, jednakże podzielę się moimi spostrzeżeniami w tej, nie ukrywam, ciekawej materii. Zatem zaczynamy.


Jak skutecznie łowić klenie w małej rzece?

Na sukces składa się kilka czynników, mianowicie: muszą być w wodzie klenie;), trzeba zachęcić je do brania, skutecznie zaciąć i wyholować. Banalne, prawda? No jak się okazuje to niekoniecznie... O ile na obecność ryb w danej wodzie nie mamy zanadto wpływu to na pozostałe opisane elementy łowienia to i owszem. Zacznijmy więc od sposobów zachęcenia ryb do brania, czyli od przynęt i technik ich prowadzenia. Ja używam dwóch rodzajów przynęt, którymi są woblery oraz przynęty gumowe.

                      

                                                                         Każda sztuka cieszy

Woblery na klenia możemy także podzielić na dwa typy, na smużaki czyli powierzchniowe imitacje owadów (żuków, koników polnych itd.), oraz na modele standardowe czyli „nie-smużaki”. Łowienie na przynęty powierzchniowe jest bardzo widowiskowe ponieważ widzimy sam moment brania i bardzo często także rybę. Zaobserwowałem, że skuteczność smużaków maleje wraz z nadejściem kolejno lata i jesieni, na korzyść modeli tradycyjnych (najczęściej pękatych o niezbyt drobnej i szybkiej akcji) i o stonowanej kolorystyce. Jeśli natomiast chodzi o gumy to mi sprawdzają się przynęty małe, utrzymane w naturalnych i raczej ciemnych kolorach, zarówno twistery, rippery jak i (skuteczne zwłaszcza wiosną) imitacje żab. Ostatnio do testów kupiłem także imitacje wodnych organizmów m.in. pierścienic czy larw owadów. Łowię na nie od niedawna, ale efekt jest zdecydowanie zadawalający.

                      

                                                                             Wiosenny czterdziestak

Obrotówek i wahadłówek nie stosowałem, więc o ich skuteczności póki co się nie wypowiem. Do kleniowego pudełka wrzuciłem także muchy spinningowe robione przez naszego kolegę Bartka. Te zakupione z myślą o kleniach okazały się świetnymi przynętami okoniowymi, skutecznymi w przełowionych miejscach gdzie ryby znają wszystkie kolory i rodzaje przynęt łącznie z ich numerami katalogowymi. Jazie też je atakowały i to z zawziętością okoni. Co prawda ja łowiłem akurat te mniejsze sztuki, ale cóż wszystko przede mną. Przynęty mamy już z grubsza opisane, teraz gdzie w małej rzece szukać kleni i jak podać im przynętę? Wiosną gdy wciąż jest dużo wody i nie ma jeszcze rozwiniętej wodnej roślinności, kleni najlepiej szukać w miejscach płytszych, zlokalizowanych bliżej brzegu i o małym uciągu, gdzie ryby "łapią" wiosenne słońce.

                      

                                                                                Prostka też jest niezła

W miarę wzrostu temperatury, gdy woda już trochę opadnie klenie przenoszą się w miejsca z ciemnym dnem bliżej podmytych brzegów, natomiast latem stoją bliżej środka rzeki pod liśćmi wodnej roślinności, by potem późną jesienią zejść w dołki na zimowiska. Smużaka czyli wobler powierchniowy - rzucam albo przed potencjalne stanowisko ryby i pozwalam mu swobodnie spłynąć z prądem, albo jeśli to nie kusi ryby, rzucam przynętę "na głowę" klenia, tzn. w miejsce w którym wiemy bądź podejrzewamy że stoi, wtedy jeśli branie następuje to najczęściej od razu. Istotne jest aby podczas prowadzenia woblera linka możliwie jak najmniej dotykała powierzchni wody i nie wyprzedzała go podczas spływu.

                                

                                                                                Kolejny czterdziestak

Po spłynięciu przynęty pod "mój" brzeg czasem ją chwilę przytrzymuję i dopiero potem pomału zwijam linkę. Woblery tradycyjne natomiast prowadzę przez potencjalne stanowiska kleni przeważnie jednostajnie pod powierzchnią bądź w pół wody. Nad prowadzeniem gum nie będę się za dużo rozpisywał - ja robię to w sposób okoniowy wolny, tzn. łagodne skoki nad dnem i nie za szybko, niekiedy z przystankami na dnie. Zasadniczo staram się jak najdokładniej odwzorować zachowanie organizmu na którego imitację właśnie łowię.

Żyłka czy plecionka?

 Co kto uważa... Ja używam plecionki 0,09 zazwyczaj z przyponem żyłkowym. Dlaczego przypon z żyłki? Ponieważ żyłka jest mniej widoczna w wodzie niż plecionka, ponadto kotwiczki mniej się o nią plączą, a i sama przynęta też często pracuje lepiej. Dobrze, zatem wiemy gdzie ryb szukać, jakich przynęty używać oraz jak je prowadzić.

Jak zacinać...

Kolejna ważna kwestia - skuteczność zacięć przy łowieniu z powierzchni. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jesteśmy nad wodą, zarzucamy wobka, zdaje się nam, że mamy pewne branie, tniemy i... nic. Ok, myślimy sobie - przypadek. Łowimy dalej, a sytuacja się powtarza, znowu i znowu... Co jest nie tak? Pierwsza sprawa - tniemy za szybko! Klenie zacinamy z lekkim opóźnieniem, najlepiej gdy już trochę zejdą z wabikiem pod wodę. Przy ekspresowym zacięciu często wyrywamy im przynęty z pysków.

                      

                                                                     Amator spinningowej muchy

Jednakże ważnym jest aby z tym wolniejszym zacięciem nie przesadzać oraz pamiętać, że przy łowieniu na standardowe woblery bądź gumy zacinać jak zawsze. Wracając do tematu  pustych brań, musimy zdać sobie również sprawę z tego, że nie wszystkie ataki na przynętę które widzimy bądź czujemy na kiju są prawdziwym braniem możliwym do zacięcia. Często kleń w ostatniej chwili zawraca, bo coś mu się z przynętą nie podoba albo uderza w nią zamkniętym pyskiem bądź po prostu nie trafia. Kolejnym powodem nieskutecznych zacięć (nie tylko tych z powierzchni) mogą być niewłaściwe kotwice. Te oryginalnie montowane w woblerach są często słabej jakości bądź za małe. Wymiana kotwic na markowe i większe powinna zredukować ilość niezaciętych brań, a niekiedy także wpłynąć dodatnio na stabilizację woblera poprawiając tym samym jego pracę.

Wędka...

Generalnie przy łowieniu kleni pomocne są wolniejsze wędki. Plusem takich patyków jest też to, że są lepsze do prowadzenia woblerów, natomiast minusem że są gorsze do prezentacji gum. Jednakże gum używamy na kleniach mniej niż woblerów i nie prowadzimy ich ostro, tak więc kwestia wędki się niniejszym rozwiązuje. Z resztą mam porównanie, przerzuciłem się z wklejki na pełny kij - różnica w komforcie łowienia, mimo iż mam ten patyk krótko to jest zauważalna.

Podchody...

Należy pamiętać, że klenie są rybami bardzo ostrożnymi. W małych rzekach trudno jest je podejść, natomiast bardzo łatwo jest je spłoszyć nieuważnym stąpnięciem czy jakimś szybkim ruchem. Ponadto są to ryby "pierwszego rzutu", dlatego starajmy się rzucać przynęta oszczędnie, tzn. - nie biczujemy wody w nadziei "wypracowania" klenia, bo to się raczej nie zdarzy, a najprędzej spłoszy ryby.

                      

                                                                Czasami wystarczy zmienić kotwice

Jeśli kleń ma wziąć to zrobi to w kilku pierwszych rzutach, jeśli nie to zazwyczaj musimy szukać innego miejsca. Hol ryby to już czysta przyjemność, ale trzeba być skoncentrowanym do samego końca. Klenie są rybami silnymi i z uwagi na ich budowę ciała trudniej jest je utrzymać w ręku po podebraniu niż np. okonie. Mają także mięsiste wargi. Wszystko to sprawia, że niełatwo je odhaczyć, a przy stracie koncentracji można skończyć bez ryby za to z kotwicą w ręku (tak jak choćby niżej podpisany). Dlatego pamiętajmy aby nad wodę obowiązkowo zabrać cążki do wyjmowania haków.

                     

                                                          Czasami zamiast klenia trafia się niezły garbus...

Mam nadzieję, iż przybliżyłem nieco temat łowienia kleni na spinning. Mimo, iż mamy już dawno jesień to sezon nadal trwa. Ja szykuję się na kolejne wyjścia, a Wam życzę udanej lektury oraz połamania kija na dużych kleniach. Cóż, widzimy się nad wodą zapewne.

 

Daniel  

 

Wasze komentarze (1)
  • Tomasz Obstawski
    4 tygodnie temu
    No w końcu Daniel podzielił się chociaż w części swoimi tajemnicami. Mam nadzieję, że nie po raz ostatni ;)