Maj i belona

Maj to miesiąc, który przeciętnemu nizinnemu spinningiście kojarzy się przede wszystkim ze szczupakiem i boleniem. Rzeczywiście tak jest, ale czy tak być musi? Myślę, że nie. A dla czego? A dla tego, że końcówka maja to znakomity okres by odwiedzić z rodziną Bałtyk. Zazwyczaj w końcówce maja jest już na tyle ciepło by rodzinka mogła powylegiwać się na plaży, a my podczas tej rodzinnej sielanki spróbować złowić plażową belonę. Specjalnie, a wręcz perfidnie zamieszczam ten tekst w końcówce maja, aby mieć nieco mniejszą potencjalną konkurencję na jednej z bałtyckich plaży.

 

Przez długi czas maj kojarzył mi się podobnie jak większości nizinnych spinningistów z boleniem i szczupakiem. Zawsze moją dewizą szczupakowych wojaży był drugi weekend maja, gdyż pierwszy zarezerwowany była dla bolenia. Pewnie napiszę oddzielny artykuł na ten temat, gdyż po prostu temat ten zasługuje na kolejny artykuł. Drugi weekend maja, a ściślej mówiąc cztery do pięciu dni zarezerwowane były zawsze na szczupakowy wypad na mazury, zazwyczaj w kameralnym gronie. Los chciał, że ów zwyczaj został zaniechany, gdyż sześć lat temu urodziła mi się córka i zazwyczaj drugi weekend maja z pewnymi odstępstwami spędzam z żoną i córką nad morzem. Oboje, a chyba we troje lubiliśmy i nadal lubimy aktywną formę wypoczynku więc zamiast bez sensu siedzieć w jakiejś portowej tawernie uprawialiśmy, ku zdziwieniu wielu plażowiczów wielokilometrowe wózkowe spacery. Podczas jednego z nich zaraziłem się belonami.

Kołek w morzu

Traf chciał, że podczas jednego takiego spaceru, w maju, który w poprzednich latach trochę bardziej nas pogodowo rozpieszczał, zobaczyłem z daleka coś dziwnego sterczącego w morzu. Ni to kołek, ni to bocian, ni to czapla.

                    

                                                                       "Kołki" w morzu

Pchając wózek po plaży z kilkumiesięczną córeczką w środku, uparłem się, że go dopcham, by zobaczyć co w tym morzu sterczy. Okazał się, na nieszczęście moje i mojej rodziny, że w morzu nie sterczały żadne kołki tylko wędkarze, którzy brodząc po pierwszej rewie łowili belony. Tak mi się to łowienie spodobało, że za rok jak kołek w morzu z wędką sterczałem i ja.

                   

                                                                     Z daleka też robię za "kołek"

Sposób na belonę

Sposób na belonę jest prosty. Wystarczy być jak zawsze w odpowiednim momencie nad wodą. W odpowiednim, to znaczy jakim? No właśnie. Mimo faktu, że należę do grupy osób lubiących aktywnie wypoczywać coraz częściej unikam porannych wędkarskich wojaży. Oczywiście w przypadku wypłynięcia kutrem na dorsza muszę wstać w nocy. Zdarzyło mi się zaspać i spóźnić, a szyper niestety nie poczekał. Generalnie z rannym wstawaniem ostatnio mam na bakier. Z tego też względu jeśli w maju jestem z rodziną nad morzem to zamiast wybierać się kutrem na dorsza wybieram plażowe poszukiwanie belony. Ponadto w maju bałtycki dorsz jest w środku tarła, które trwa aż do sierpnia, więc warto dać mu trochę spokoju przed jesienno - zimowym sezonem. A w majowym polowaniu na belony podoba mi się to, że belonę jak i inne słodkowodne ryby można z powodzeniem łowić w południe. Poza tym są jeszcze dwa argumenty przemawiający za majowym belonowaniem – pierwszy to pewien hamulec (to również temat na kolejny artykuł, który na pewno pojawi się niebawem na kołowej stronie) a drugi, to że majowe belony można łowić brodząc, co sprawia mi dodatkową przyjemność.

 

                   

                                                                       Kamyki też są dobre

Jak zatem połączyć łowienie belon z rodzinnym wypoczynkiem nad morzem. Nic bardziej prostszego. Trzeba zabrać rodzinę w maju nad morze, ale lokalizację planowanego wypoczynku należy wybrać umyślnie, czyli tak by docelowe miejsce wypoczynku sąsiadowało z wpływem niewielkiego słodkowodnego cieku do Bałtyku. Takie miejsce powoduje grupowanie się ryb wszelkiej maści. Generalnie miejscówki, gdzie słodka woda styka się ze słoną są świetnymi łowiskami zarówno troci i łososi jak i wszelkich ryb słodkowodnych. Dla mnie od wielu sezonów takim miejscem docelowym jest Ustka, która sąsiaduje w odległości około 4km idąc plażą z malowniczym strumykiem zwanym Orzechówką. Może wędkarskich wyników w tym miejscu nie osiągnie się takich jak kilka lat temu, ale wpływ Orzechówki do morza nadal jest obiecującym i atrakcyjnym wędkarsko miejscem. Zatem kiedy moja rodzina wygrzewa się na plaży ja staram się aktywnie wypoczywać wędkując.

Sprzęt i taktyka

Najskuteczniejsza taktyka w łowieniu belon to taktyka drugiej rewy, co oznacza, że aby druga rewa znalazła się w zasięgu naszych przynęt trzeba wejść do morza najgłębiej jak się da. Zatem podstawą naszego ekwipunku stanowić będą neoprenowe śpiochy uzupełnione termo aktywną bielizną. Z doświadczenia wiem, że amatorów majowych morskich kąpieli nie brakuje, ale przynajmniej ja choć nie należę do zmarzluchów po czterogodzinnym staniu w morzu w neoprenowych śpiochach i termo aktywnej bieliźnie mam naprawdę dosyć. Sprzęt nie musi być wcale finezyjny. Osobiście używam trzymetrowego spinningu o masie wyrzutowej do 40 gram. Do tego stosuję kołowrotek wielkości 4000 o przełożeniu 1:6 z nawiniętą plecionką w rozmiarze 0,12. Można oczywiście cieniej jeżeli ktoś ma ochotę, gdyż w morzu mamy dużo miejsca podczas holu i zawsze można iść wzdłuż brzegu za uciekającą rybą.

                    

                                                              Jedno pudełko w śpiochach wystarczy

Podstawową zasadą jest fakt, by nasz sprzęt a szczególnie kołowrotek był przeznaczony (odporny) na działanie słonej wody. W przeciwnym przypadku może się to źle dla niego i dla naszego portfela skończyć. Osobiście uważam, że zaraz po skończonym łowieniu nawet sprzęt odporny na działanie słonej wody należy przemyć bieżącą wodą. Co do przynęt. I tu zaskoczenie. Wystarczy jedno pudełko z kilkoma smukłymi ale ciężkimi wahadłówkami. Po pierwsze smukłe i ciężkie wahadłówki umożliwiają dalekie rzuty, a to oznacza, że druga rewa jest w naszym zasięgu, a po drugie, smukłe wahadłówki można prowadzić szybko co w połączeniu z wysoko uniesionym wędziskiem i kołowrotkiem o dużym przełożeniu umożliwi prowadzenie naszej przynęty w toni. Druga rewa to bankowe miejsce, gdzie żerują ryby wszelkiej maści, więc umieszczenie naszej przynęty w drugiej rewie zwiększa szansę złowienia nie tylko belony. Jest również szansa na złowienie majowego łososia, dla którego docelowym sezonem jest styczeń i luty.

Co na agrafkę

Z przynęt dla mnie nadal numerem jeden jest Mors nr 2 ale nieco zmodyfikowany pod kątem uzbrojenia. Modyfikacja polega na tym, że kotwicę do blachy montuję za pomocą 10 centymetrowego przyponu wykonanego na zwykłej żyłce o średnicy 0,2 mm. Takie zbrojenie zwiększa skuteczność zacięć a tym samym ilość łowionych ryb. Oprócz Morsów świetne są również łososiowe błystki typu „ołówek” dostępne w regionalnych nadmorskich wędkarskich sklepach, które w letnim sezonie świetnie sprawdzają się jako podstawowa przynęta dalekiego zasięgu na wiślane bolenie.

                   

                                                              Jest i belona, niestety u konkurencji

Reasumując, chcąc złowić plażową, południową belonę wchodzimy głęboko w morze – głęboko jak tylko się da ( trzeba uważać by nie nalało nam się do śpiochów) i rzucamy również jak najdalej się da, by naszą przynętę umieścić w drugiej rewie. Oczywiście brodzimy w lewo i w prawo wzdłuż brzegu według uznania doputy do puki rodzina nam da spokojnie i w towarzystwie szumu morskich fal powędkować. A jeżeli rodzina jest już znudzona wylegiwaniem się w słońcu na plaży i zaczyna być marudna pamiętajmy, że jutro też jest dzień, a sukces zależy od trzech czynników: wędkarskiego szczęścia, samozaparcia i wytrwałości, której wszystkim z całego serca życzę.

 

Paweł   

Wasze komentarze (1)